Dołącz do szczęśliwych czytelników biuletynu. Już czas!
Dziś postanowiłem sprawdzić, co się dzieje w mediach społecznościowych i zacząłem drążyć temat. Nie myślałem, że już tyle projektów się narodziło wokół tego tematu. Popełnię ten błąd i napiszę, gdzie możesz klikać i co za to dostaniesz. Read the full story
Internet daje ogromne możliwości. Jednak wiele usług i produktów jest niedostępnych w naszym kraju. Bardzo często za te przyjemności trzeba płacić. Globalizacja handlu i możliwość płacenia poprzez internet spowodowały rozwój epłatności. Najwygodniejszym środkiem do dokonywania transakcji w internecie jest karta płatnicza.
Jest to widoczne szczególnie w USA, gdzie praktycznie wszędzie transakcje rozliczane są kartami płatniczymi. Wiele firm, szczególnie w internecie nie akceptuje innej formy płatności. Systemy płatności internetowych, jak PyPal, czy AlertPay zdobyły pewną część rynku. Umożliwiają one szereg form dokonywania transakcji, nie tylko w internecie.
Mają jednak poważne ograniczenie. Ponieważ na świecie jest kilkaset firm oferujących usługi wdrożenia systemów płatności, ciężko jest je ze sobą połączyć. W efekcie internauta żyjący w globalnej wiosce ma tylko jeden uniwersalny i szybki sposób na dokonywanie płatności.
Podstawą jest karta kredytowa
Ta droga do robienia zakupów w internecie jest jednak przeznaczona tylko i wyłącznie dla osób posiadających stałe i nadające się do udokumentowania dochody. Aby uzyskać wypukła kartę konieczne jest posiadanie miesięcznego dochodu na poziomie co najmniej 800 zł netto.
Wyjątkowo niektóre banki wydaja także karty kredytowe studentom, przy dużo niższym poziomie dochodów. Warto pamiętać, ze niektóre banki wydają karty kredytowe, już przy dochodach 500 zł netto są to jednak często karty płaskie, którymi w Internecie płacić nie można.
Może skorzystamy z karty wirtualnej
Alternatywą w przypadku lęku lub braku możliwości otrzymania karty kredytowej jest tzw. " Karta wirtualna". Karty tego typu są przeznaczone do płatności w Internecie oraz innych dokonywanych na odległość (przez telefon lub korespondencyjnie).
Karty takie nie mają paska magnetycznego, zatem nie można z nich korzystać w sklepach i bankomatach. "Karty wirtualne" wydaje obecnie mBank, MultiBank, AliorBank. Z ich wydawania wycofały się natomiast PKO Bank Polski i Invest Bank.
Na rynku dostępne są również karty przedpłacowe
Działają one na podobnej zasadzie co karty wirtualne, z tą różnicą, że można z nich korzystać także w tradycyjnych sklepach i bankomatach. Kartę przepłaconą kupuje się w oddziale banku, który kartę wydaje. Jednocześnie można lub trzeba (zależnie od regulacji danego banku) zasilić kartę odpowiednia kwota pieniędzy.
Po dokonaniu zasilenia pieniądze zostają umieszczone na rachunku karty i mogą służyć do dokonywania nią różnego rodzaju płatności. Pieniądze mogą zostać wybrane z bankomatu, można nimi także zapłacić w sklepie, lub to co najbardziej nas interesuje, poprzez Internet. Pionierami na rynku kart przedpłacowych w Polsce są ING Bank Śląski oraz BZ WBK.
Podsumowanie
Robiąc zakupy w Polsce w internecie alternatywą dla płatności kartami jest przelew lub wysyłka za pobraniem. Czas księgowania przelewu z reguły nie przekracza 48 godzin. Problem tak naprawdę pojawia się przy płatnościach międzynarodowych.
Jeśli strona sprzedająca nie dysponuje popularnym systemem płatności, to jedyną możliwością jest płatność jednym z wymienionych wyżej rodzajów kart płatniczych. Każda z wymienionych rodzajów kart ma swoje zalety i wady. W chwili obecnej nie można wskazać, który rodzaj kart jest najbezpieczniejszy i zostanie zaakceptowany przez polskie społeczeństwo.
Gdy będziesz miał potrzebę dokonania płatności międzynarodowej, to koniecznie musisz odwiedzić własny bank. Dopiero po upewnieniu się, jakimi możliwościami dysponuje Twój bank, szukaj alternatywnego sposobu. Przykładowo, jeśli wiemy, że będziemy musieli dokonać płatności kartą za około 2-3 tygodnie, to możemy skorzystać z możliwości założenia bezpłatnego konta w mbanku i złożenia wniosku o ekartę.
Całą operację możesz wykonać poprzez złożenie wniosku elektronicznego, a dokumenty do podpisania zostaną dostarczone do Ciebie do domu. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej na temat eKarty mBanku kliknij ten link: http://blog.labenete.pl/ekarta
Jeśli chciałbyś korzystać z ekarty, a nie masz ekonta, to Tutaj dowiesz się, czy to konto jest napewno za darmo: http://blog.labenete.pl/ekonto Posiadanie dodatkowego bezpłatnego konta jest korzystne. Zachęcam jednak do upewnienia się, jakie możliwości oferuje Tobie macierzysty bank.
Ostatnio przeczytałem komentarz mówiący o tym, że ilość upadłych banków od początku kryzysu dochodzi do 100. Dało mi to do myślenia. Działania rządu w USA utwierdziły mnie w przekonaniu, że taka sytuacja może mieć miejsce.
Jeżeli bankowość w dużej mierze na całym kontynencie skupia się w góra 5 bankach i te banki są zadłużone po uszy, to musimy odczuć tego skutki. Jak to możliwe? Mamy na świecie zadłużenie przekraczające dochód narodowy kilku największych gospodarek. Taka sytuacja była na początku kryzysu (i się nie zmieniła). Rząd USA zaczyna walczyć i wspierać banki.
Mimo to mamy kilka spektakularnych bankructw. Do tej pory było dla mnie wszystko zrozumiałe. W tym momencie nastąpiła rzecz, której nie mogę pojąć. Banki dostają pomoc rządową obarczoną pewnymi restrykcjami. Mijają 3-4 miesiące i banki oddają te pieniądze państwu, bo już wychodzą z długów.
Większość banków, może nawet wszystkie zmieniły sposób księgowania pieniędzy. Z ich raportów wynikało, że nagle złe długi spadły do kwot rzędu 200-300 mld dolarów. Nie wiem, jak to możliwe, aby w ciągu kilku miesięcy przy tak zadłużonej gospodarce banki zdołały wyjść na prostą. Rząd im nie pomógł i nie pomoże, bo tak naprawdę nie ma z czego.
Teraz niektórzy mogliby powiedzieć, że pomoc może nadejść z Chin. One mają wzrost gospodarczy i jest tam coraz więcej milionerów. Chiny będą rządzić światem. Nic bardziej mylnego. Gdy przyjrzymy się PKB Chin, to zauważymy, że jest ono wyliczane nieco inaczej niż w Europie, czy stanach. Zauważ, że w przypadku Chin wzrost gospodarczy idzie w parze ze zubożeniem większości społeczeństwa kosztem elit. Dochodzę do wniosku, że również Chiny są zadłużone.
Czego zatem możemy się spodziewać?
Jeśli się nie mylę, to za kilka lat przyjdzie prawdziwy kryzys, bo w myśl przysłowia co się odwlecze, to nie uciecze. Zadłużenie banków, które jest teraz ukrywane wyjdzie na jaw tylko w większej skali. Na pomoc nie będzie można liczyć, gdyż nie będzie gospodarki, która będzie mogła dźwignąć własnego brzemienia.
Oczywiście mogę się mylić, ale już teraz powinno się zadbać o przyszłość systemu bankowego i jego kondycję. Poza ograniczeniem akcji kredytowej nie widzę żadnego działania w tym kierunku. Jedyne, co mogę ja i Ty teraz zrobić, to zabezpieczyć się przed przyszłym kryzysem poprzez znalezienie kilku przynajmniej źródeł dochodu. Ja o tym wciąż myślę i ostatnio zacząłem interesować się programem TWR Power System. Czekam na komentarze! Z Góry dzięki
Z moich obserwacji wynika, że najlepszą w tej chwili sytuację mają banki spółdzielcze. One tak naprawdę mają możliwości udzielania kredytów hipotecznych. Nieco gorzej wygląda sytuacja w bankach komercyjnych.
Banki komercyjne najczęściej są powiązane kapitałowo z dużymi podmiotami na zachodzie Europy. Aby móc ocenić sytuację banków w Polsce musiałbym wiedzieć, jaki procent w danym banku stanowią kredyty hipoteczne. Są to kredyty prestiżowe przyciągające klientów do placówek na wiele lat. Niestety, nie są to kredyty z półki dających duże zyski.
Wskaźniki wypłacalności banków mówią, że lada moment banki komercyjne nie będą mogły udzielać kredytów, a jedyną drogą po hipotekę będzie najbliższy bank spółdzielczy.
Z tego co napisałem wcześniej mogę wywnioskować, że na poprawę sytuacji kredytowej nie można za bardzo liczyć. Banki mają niewielkie rezerwy, a co za tym idzie muszą być restrykcyjne. Wzrost akcji kredytowych może nastąpić tylko w wypadku zdecydowanej poprawy chęci do oszczędzania i wzrostu marż bankowych. Jak będzie zobaczymy?
Od strony deweloperów i rynku mieszkaniowego sytuacja też jest ciekawa. Wiele osób w czasie koniunktury kupowało mieszkania na wynajem, a inwestycje budowlane przekraczały popyt. Teraz wszystkie osiedla budowane na początku 2008 roku zostały skończone i stoją.
Szacuje się, że tylko na rynku deweloperskim jest 7000 mieszkań skończonych, a nie zasiedlonych. W takiej sytuacji ceny chyba powinny spadać. Według mnie nic bardziej mylnego. Ceny mieszkań są jeszcze wspierane przez rynek wtórny oraz ceny gruntów. Tam jest bardzo wiele osób, które utrzymują się z wynajmu, bądź nie chcą pozbywać się nieruchomości poniżej kosztów zakupu.
Opinie wielu osób są podzielone. Są osoby uważające, że ceny na rynku nieruchomości jeszcze spadną, a są i osoby myślące odwrotnie. Ja myślę, że w Polsce wreszcie doszliśmy do normalności.
Rząd będzie musiał znaleźć nowe źródło finansowania nieruchomości, a przy tym wprowadza ustawy zmniejszające szanse na spadek ich cen. Taką ustawą może być choćby ustawa, o konieczności podłączenia internetu do każdego nowego budynku. Jak ona będzie działać, to się okaże.
Moje zdanie jest takie, że ceny w chwili obecnej będą się wahały bardzo niewiele. Wszystko będzie uzależnione od nowych inwestycji, które powoli zaczynają się pojawiać oraz sytuacji bankowej.
Na koniec powiem jeszcze, że na wzrost cen mieszkań będzie powstrzymywany poprzez obawy przed kolejnym kryzysem.
Dział nieruchomości stworzyłem, gdyż nie tak dawno brałem udział w kolejnej już transakcji na rynku mieszkaniowym. Po raz kolejny miałem kłopot wyborem oferty zarówno mieszkaniowej, jaki kredytowej.
Właśnie dlatego postanowiłem Tobie pomóc w kupnie, czy sprzedaży domu. Mam pewne doświadczenia i wiem jak szukać atrakcyjnych ofert.
Pierwszą transakcją, z jaką miałem do czynienia na rynku nieruchomości był okres parę lat temu, gdy moja bliska przyjaciółka kupowała mieszkanie. Był to okres przed samym bumem mieszkaniowym. Na rynku deweloperów nie było zbyt wielu, a rynek kredytowy nie był jeszcze nastawiony proaktywnie do klienta.
W efekcie nie mając wtedy wielkiego doświadczenia poszliśmy do dwóch banków i odwiedziliśmy aż dwóch deweloperów. Dziś postąpiłbym inaczej, ale o tym później.
Nie mam pojęcia, czy wtedy dokonaliśmy dobrej inwestycji, ale zdobyłem pewną wiedzę w rozmowach z ludźmi. Postanowiłem pójść za ciosem. Dobrze się trafiło, bo przez kolejnych kilka lat koordynowałem badania marketingowe. Przez ten okres ja i moi współpracownicy przeprowadziliśmy mnóstwo wywiadów z osobami pracującymi w bankach i pośrednictwach. Na pewno było tego kilka tysięcy. Nie wiem ile dokładnie.
Ciągły kontakt z tymi ludźmi sprawił, że musiałem być na bieżąco z ofertami na rynku mieszkaniowym, jaki pomógł mi w ocenie jakości obsługi w poszczególnych firmach.
Czasy się zmieniały, przyszedł bum na rynku nieruchomości, powstało mnóstwo deweloperów, a banki rozdawały kredyty prawie każdemu. Sam pomogłem paru osobom w kupnie nieruchomości.
W połowie 2008 pękła bańka i ceny mieszkań zaczęły szybować w dół. Szybować, to może za dużo powiedziane. Z ostatniego raportu Home Broker mówi o spadku cen mieszkań w ciągu roku o około 10-15%. Inny raport, który wpadł mi w ręce mówi o stabilizacji cen, a nawet ich powolnym wzroście.
Prawdą jest, że ceny nieruchomości przestały spadać, a na rynku kredytowym po wielkiej zapaści zaczynamy odczuwać powolne działania na korzyść klienta.